Niektóre rzeczy po prostu się dzieją…

466010
Emilio Previtali: https://www.facebook.com/emilio.previtali/posts/10153049515266726
Obudziłem się dziś rano i przypomniał mi się sen, który właśnie miałem. Był to bardzo piękny sen, podczas gdy zwykle śnię w zły sposób. W śnie był bambi, mała piękna sarenka, która biegała po płaskiej, zielonej łące, podbiegała do mnie i opierała swoje sztywne i pokraczne raciczki na mojej piersi i lizała mnie po twarzy. Ja starałem się bronić, chronić, śmiałem się, a bambi nie przestawał mnie lizać. Byłem bezbronny w obliczu tak wielkiego szczęścia. Pomyślałem, że to mniej więcej to, co robi mój pies za każdym razem, gdy widzi jak wracam do domu, bardzo okazuje swoją radość i stara się polizać mnie stając na tylnych łapach, może z tego właśnie powodu śniłem dziś o bambi, z powodu mojego psa, który jest psem radosnym. Wstałem z łóżka i poszedłem sprawdzić gdzie jest – to psina płci żeńskiej – leżała w swoim koszyku, zwinięta w kulkę przy kominku i spała. Wyczuła, że nadchodzę i podniosła głowę spoglądając na mnie, ja przyklęknąłem i zbliżyłem się by ją pogłaskać, a ona patrzyła na mnie skonfudowana, jakby mówiąc: czego, kurka, chcesz o tej porze? Było przed siódmą. Patrzyłem tak na nią przez kilka sekund, ze swoją głową bliską jej głowy i wsłuchiwałem się w delikatny odgłos jej oddechu, który wchodził do i wychodził z jej nozdrzy. Leżała tak z głową obróconą w bok i patrzyła czekając aż coś się wydarzy, a widząc, że nie dzieje się nic, klęczałem tam przed nią w majtkach i koszulce nie robiąc nic, ona poczyniła dodatkowy wysiłek, obróciła głowę jeszcze trochę ku mnie i polizała mnie delikatnie w czubeczek nosa. Jeden jedyny raz, bardzo szybko i precyzyjnie. Potem wróciła do poprzedniej wygodnej pozycji, moszcząc jak zwykle swój pysk na przednich łapach.
Wstałem i poszedłem do kuchni, spojrzałem przez okno i zobaczyłem, że pada śnieg. Nie jakoś mocno, ale padał, wszystko było białe. Pomyślałem, że od małego byłem przekonany, że nie będę miał nigdy swojej rodziny, dzieci, domu, w którym będę mieszkał, normalnej pracy (prawdę mówiąc tej nie mam nadal), psa. Od dziecka nie chciałem mnóstwa rzeczy, a gdy urosłem, zrozumiałem, że wszystkie te rzeczy przydarzyły się mi tak czy inaczej, tak jak miały ochotę się wydarzyć, tak jak wydarza się śnieg. Śnieg nie przychodzi, śnieg się wydarza. W atmosferze. W powietrzu. Kiedy chce. Śnieg to stan duszy. Jakie szczęście, że wszystkie te rzeczy, których ja nie chciałem w moim życiu, znalazły mnie same, idąc pod prąd moim pragnieniom, bo jeśli czekałyby, że to ja przyjdę i je odnajdę…. ciao.