Czas

Stworzenie Słońca i Księżyca

Biblia się rozpoczyna, pojawia się czas. W tym roku, w ostatnie dni przed początkiem Wielkiego Postu, Bóg stwarza świat (poniedziałek, wtorek, V tydzień zwykły, Rok I).

Czas jest najbardziej demokratycznym zasobem na świecie. Niezależnie od urody, inteligencji, przebojowości, zdrowia, urody, dobrych lub złych rodziców, talentów, czas jest jedynym „czymś”, czego wszyscy mamy tyle samo. Król, czy żebrak, prezes, czy sprzątaczka, wszyscy mają 24 godziny w ciągu doby, dla wszystkich czas się kiedyś zaczął i się skończy. Nie da się czasu dokupić, cofnąć, zmienić. Czas to ideał wyznawców komunizmu, całkowita urawniłowka.

Czas, szczególnie w cywilizacji zachodniej, stał się bożkiem. Próbujemy nim zarządzać, odzyskiwać poprzez wszelkie kuracje odmładzające, panicznie boimy się jego upływu, próbujemy z marnym skutkiem przekuć go na pieniądze, jednocześnie zabierając go swoim bliskim, przyjaciołom lub po prostu drugiemu człowiekowi. W dzisiejszym świecie zachodnim, to nie pieniądz jest najlepszą z możliwych jałmużną tylko właśnie czas. O wiele łatwiej jest ofiarować komuś sumę pieniędzy, najlepiej w biegu, skracając rozmowę tylko do pytania o potrzebną kwotę, bez rozmowy, pochylenia się nad drugim człowiekiem – spojrzenia w oczy, spotkania. Bo to drugie wymaga naszego złota – czasu!

I tak pędzimy, posługujemy się coraz krótszymi jednostkami czasu, czemu sprzyja nowoczesna technika. Teraz możemy umówić się na spotkanie praktycznie co do minuty – zadzwonimy, wyślemy z komórki maila lub SMSa. Gdy biegniemy liczą się sekundy, nawigacja pokazuje nam dokładny planowany czas dojazdu do celu, już nie trzeba czekać, można gnać. Spotkania planujemy nie na godziny, ale na minuty, czekanie na światłach przez 40 sekund wydaje się koszmarną męczarnią doprowadzającą nas do wściekłości.

Jaka jest nasza naturalna jednostka czasu? Jak to zaplanował Stwórca? W jakim tempie powinniśmy żyć?

Odpowiedź jest zaskakująco prosta – „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień”…. pierwszy, drugi… czwarty… Bóg nie spieszył się stwarzając świat. Nam też zasugerował już na pierwszych stronach Pisma Świętego, byśmy się nie spieszyli. Take your time – zdaje się do nas mówić na rozwlekając stworzenie przez cały długi pierwszy rozdział.

Dzień! Zacznij myśleć dniami. Jak inaczej wygląda spotkanie z przyjacielem, kiedy nie masz jedynie kilku godzin, kiedy nie jesteś ograniczony z góry niczym innym niż dniem.  Gdy wychodząc na spacer z drugim człowiekiem nie musisz mieć ze sobą zegarka, bo chcesz jedynie na noc wrócić do domu, a zegar odmierzający dni jest dla nas stworzony, wystarczy spojrzeć w niebo. Jakże inaczej rozmawia się i jest ze sobą, gdy możemy wrócić do domu za dwie godziny, ale i za pięć, gdy można, ale nie trzeba rozmawiać już, teraz o poważnych problemach, bo najpierw możemy trochę się ze sobą „nabyć”. Dzień jest przecież długi.

Każdy podróżnik, w szczególności górski turysta, wie w jak nieprawdopodobny sposób mijają dni, na pozór monotonne dni odmierzane jedynie krokami i prostymi czynnościami – zjeść, zagotować wodę, ogrzać się, kiedy napawamy się wielodniową wędrówką. Gdy plan wyprawy nie jest odmierzany godzinami, ale dniami – tego dnia, ta dolina, następnego szczyt, kolejnego kolejna dolina. Krok po kroku, mijają godziny, zegarek rdzewieje w plecaku.

Dzień jest dość długi, by zdążyć być dla drugiego człowieka, jednocześnie dość krótki, by w ciągu całego życia przeżyć ich tysiące, dziesiątki tysięcy. Każdy dzień, w przeciwieństwie do godzin, otwierany jest obudzeniem ze snu, a zamykany nocnym odpoczynkiem. Godziny zostały stworzone przez człowieka, ale Bóg nigdy według nich nie działał. Mimo, że istnieje poza czasem, to właśnie dni upływały mu na stwarzaniu.

Tak więc spróbuj poświęcić teraz dni – najpierw sobie, później najbliższym, tym, którzy potrzebują twojego czasu. Może kiedyś ktoś poświęci ci całe życie?