Buenos Aires

Zakochałem się! Zupełnie przez przypadek, w niezapowiedziany sposób. Wyszedłem na świeże powietrze i stało się… Blask, który mnie przyjemnie oślepił, gorące pełne leniwej energii powietrze na skórze, a w nozdrzach pobudzający zapach zmęczonego asfaltu.

Auta przestrzegające przepisów na włoską modłę, ruch uliczny prowadzący podwójne życie, to drugie mające niewiele wspólnego z oficjalnym. Wokół krajobrazy z drugiej strony globu, a dachy domów tak bardzo włoskie.

I ten wdzięk, z jakim hiszpański ze Starego Kontynentu interpretowany jest przez tutejsze kobiety. Buenos od razu przypomniało mi tę tak znaną mi dziewczynę, która uwiodła mnie swoim sposobem bycia i radością, bez pytania się o zgodę. W niedługim czasie sprawiłabym wpadł po uszy i mimo świadomości jej wad, mimo ostrzeżeń i rozsądnych głosów znajomych i trwał w tym zadurzeniu, gdy ona pognała już dawno dalej, nie przejmując się ofiarami.

Tak, Buenos jest zdecydowanie kobietą i to w moim typie. Jest jak dziewczyna – dla postronnego zupełnie przeciętna, dla mnie piekielnie seksowna i zmysłowa, o tak pociągającym wnętrzu. I znów będę tęsknił za tym, co dla mnie symbolizowała… Nie wiem jeszcze tylko jak ta znajomość się zakończy. Na razie nas okradła, z plecaka. Nie był mój, ale przykro jakby zginęło coś mojego, w końcu wyprawa to też braterstwo dusz.