Na kolanach

Pierwszy Kościół – Apostołowie – dostali właśnie w Ewangelii poprzedzającej tę z XXV nd zwykłej (rok B) niezłego prztyczka. Nie byli w stanie, mimo starań, wyrzucić złego ducha z opętanego. Uzdrowiła go dopiero interwencja samego Jezusa. Musieli być zawstydzeni przed tłumem, skoro wcześniej robili za gwiazdorów i
potrzebni byli całemu światu szafując na prawo i lewo swoim darem uzdrawiania. To jednak niewiele pomogło.

Już w dzisiejszym czytaniu Jezus tłumaczy im, że będzie musiał cierpieć i umrze, tak jakby mówił im, że to się wydarzy właśnie przez ich pychę i brak pokory. Mówi, że będzie musiał zostać strasznie upokorzony niesieniem krzyża, oplwaniem, lżeniem, wyśmiewaniem, utratą dobrego imienia i to za nic, tylko dlatego, że akurat był słabszy od swoich oprawców. Nadal niewiele dociera do elity kościelnej.

W drugiej części Ewangelii Jezus zadaje im proste i demaskujące pytanie – o czym rozmawialiście w drodze? On już wie. Być może nie zostało mu to nawet objawione przez Ojca, ale przy swoim dogłębnym poznaniu natury ludzkiej zobaczył to w oczach Apostołów, którzy dotarli do Kafarnaum – obrażonych na cały świat, chcących jeden być nad drugim, jeden być ważniejszym od drugiego. Apostołów, którzy nie potrafia się przyznać do swoich błędów… nie! pal licho z tym. Oni nawet tych błędów nie widzą! Ciekawe, czy Apostołowie kłócili się o pierwszeństwo po tym jak Jezus zapowiedział swoją śmierć, może zastanawiali się, kto w takim razie obejmie przywództwo?!

Jezus jest cierpliwy i tłumaczy jak chłop krowie na rowie używając przykładu, stawia przed nimi dziecko i mówi – musicie być naiwni i pokorni jak to dziecko! Gdy popełnicie błąd i będą was wytykać palcami i poniewierać, nie twórzcie w sobie poczucia oblężonej twierdzy, ale pokornie przyznajcie się do błędu, dla siebie i przed sobą!

Bo niektóre duchy – najprawdopodobniej właśnie chodzi o ducha pychy, braku pokory i smutku, wygonić można jedynie „postem i modlitwą”, na kolanach. Kościół od zawsze był najsilniejszy, gdy zostawał powalony na kolana, gdy zamiast kłócić się wewnętrznie o pierwszeństwo, albo walczyć uparcie o pierwszeństwo wśród ludzi, o uprzywilejowaną pozycję, klęczał. Wtedy działy się cuda. Gdy nie było wielkiego krzyku i wzywania do krucjat. Gdy milcząco przesuwające się paciorki różańca powstrzymywały w Wielkiej Brytanii kobiety wchodzące do klinik aborcyjnych, gdy „przepraszam” Jana Pawła II w stosunku do współbraci – ludzi, zszokowało cały świat.

W ostatniej aferze z otrzęsinami w gimnazjum salezjańskim w Lubinie media szybko chwyciły tak plastyczną historię i ucztowały nad nią przez długi czas. Ale czy uczciwa jest obrona przez atak, oskarżanie i obrażanie się na media? Jaka jest prawda o tej całej historii? Prawda, którą można sobie przed lustrem opowiedzieć – głupio i krótkowzrocznie postąpiliśmy, ta cała historia była niepotrzebna i niesmaczna. I takiej prawdy, takiego przyklęknięcia niezależnego od całej nagonki lub jej braku, zabrakło mi ze strony Salezjanów, przynajmniej do tej pory. I niestety, bez pokory nie da się prowadzić zdrowej działalności, nie da się wychować dzieci na obywateli, z których będziemy dumni. Bo niektóre duchy przegonić można tylko postem i modlitwą.

Bo kościół tylko na kolanach pisze się przez „K”.

Wpis zainspirowany został przez kazanie Fr. Tony McKentey z Colchester, UK