O nieprzekraczalnych trudnościach komunikacyjnych…

Rafael - Św. Paweł nauczający w Atenach

Dlaczego tak trudno rozmawia się z niewierzącymi? Dlaczego tak łatwo jest wyśmiać tych, co „chodzą do kościółka w niedzielę”? Dlaczego tzw. „wierzący niepraktykujący”, tak bardzo nie lubią księdza proboszcza, bo ten zwraca ZNÓW uwagę, że warto żyć inaczej?

Dlaczego żadne dyskusje w sprawach wiary nic nie przynoszą światu, lecz jedynie przykład życia ludzi głęboko wierzących i pozwalających Duchowi namieszać w ich życiu, powoduje druzgocące zmiany w świadomości opornych? Dlaczego mało kto potrafi sensownie wytłumaczyć po co ma istnieć Kościół, po co są księża, po co się spowiadać jakiemuś facetowi na ucho, po co chodzić na Mszę w niedzielę, skoro w tygodniu też są Msze, co Papieża obchodzi to co się dzieje w zaciszu prywatnych domów, dlaczego… dlaczego… po co?

Miliony pytań! Można by je tak mnożyć, bo każdy, kto próbował choć raz w życiu nie wycofać się z dyskusji o wierze, albo odważnie pójść do Kościoła jako jedyny w towarzystwie, mógłby dopisać swoją listę. Co gorsza, listę pytań przed którymi czuł się bezsilny.

Dziś pada odpowiedź! Broi Duch Święty!

W sumie, wystarczyłoby zacytować w całości dzisiejsze pierwsze czytanie (wtorek XXII tygodnia), ale skupmy się na kluczowym zdaniu.

>> Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha <<

Finito.

Bez Ducha nie pójdzie, przepraszam wszystkich ewangelizatorów, kaznodziejów, rycerzy krucjaty itd. Oczywiście, bez pracy tychże też nic się nie wydarzy, ale jak Duch nie pomoże…

Wszystkie nasze ludzkie sprawy, nie oświetlone przez Ducha Bożego będą… ludzkie. I rozważane jako takie doprowadzą do ludzkich wniosków. Dlatego też przy większości dyskusji wierzący muszą pokornie przyznać się do niemożności wytłumaczenia rycerzom ateizmu, w czym rzecz. Co więcej:
>>Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić.<<

Nie należy się dziwić drwinom i uśmiechom politowania – przecież Chrystus to głupstwo. Na nic też ubieranie Bożych spraw w nasze mądre ludzkie, uczone słowa:
>>A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha<<

Nie pomoże profesor, biskup, czy mędrzec – Duch może pouczać kogo zechce.

Ale w takim razie, czy można wymagać od niewierzącym otwartości? Skoro wiara to łaska, a sam św. Paweł przyznaje, że patrząc bez perspektywy Zmartwychwstałego należy nazwać ją głupstwem? Można, bowiem sprawa nie jest beznadziejna: >>(…) o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą<< (Łk 11,13b). Trzeba jedynie, a raczej AŻ (!), dokonać aktu zawierzenia (Anglicy to pięknie nazywają „leap of faith”) i zacząć usilnie prosić, mimo iż nic nie wskazuje na sensowność takiego proszenia.

A na koniec rzecz dla mnie zaskakująca i zupełnie rewolucyjna:
>>Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy.<<

Otworzywszy się na Ducha Świętego zaczynamy mieć Boży umysł, Bożą mądrość, wtedy mamy prawo pouczać Boga! I rzeczywiście, gdy przyjrzeć się żywotom świętych, proroków, czy innych postaci Starego Testamentu – wiele razy bezczelnie kłóciły się one z Bogiem!! Weźmy na to Abrahama pouczającego Boga w sprawie zniszczenia Sodomy i Gomory….

Być doradcą Boga, rzecz ważka! Tak więc – do dzieła! Także Ty – co nie wierzysz i nie ufasz!