Niesprawiedliwa Boża cierpliwość

Jeremiasz, to niesamowity gość, niewielu było tak odważnych w Starym Testamencie, by wygarnąć Bogu! Jest na tyle ostro, że mam wrażenie, że Kościół przygotowując wczorajsze czytanie, ocenzurował je specjalnie, gdyż wiersz 15 nie jest odczytywany podczas Mszy.

Zaczyna się nie po „bożemu” : >>Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła, męża skargi i niezgody dla całego kraju.<< Och! lubuję się w tym okrzyku! Niech pierwszy napisze oburzony komentarz ten, kto nigdy nie złorzeczył w duchu, a może nawet na głos jeśli miał odwagę: „Wolałbym się nigdy nie urodzić!”

>>Nie dozwól, bym zginął z powodu Twej wyczekującej cierpliwości; 
wiedz, że dla Ciebie znoszę poniżenie. << Jr 15, 15b

Jeremiasz był człowiekiem, nie był Bogiem i bardzo podoba mi się to jego wezwanie. Jeremiasz jak ja i ty jest ograniczony czasem. A cierpienie ma miejsce w czasie.

Przyznam się, że często kłócę się z Bogiem własnie o czas i Jego spojrzenie na czas (ok, o to co ja sądzę o jego spojrzeniu na czas). Ogrania mnie takie palące poczucie niesprawiedliwości – ja mam tylko chwilę by być tu na Ziemi szczęśliwy lub zostawić po sobie coś dobrego i niby rozumiem te wszystkie kościelne gadki o wieczoności itd., ale jestem zły na Boga, że Jego czas nie dotyczy, że On ma czas.

Czasem mam wrażenie, że to wszystko jest wręcz ironią… modlimy się, prosimy o jakąś pomoc w tym życiu, mamy obiecane, że „kto puka temu otworzą”, ale… ale nie ma w tym NIC o czasie. Bóg ma czas, my nie. A co mi po tym, tak po ludzku, że spełni moje usilne prośby za 10 lat?? Wiecie? Ja mam poczucie, że jest pewna granica cierpienia i wytrwałości powyżej, której to co otrzymujemy jest po prostu nie warte tego całego cierpienia. Tak, jestem niecierpliwy i zły za to, że istnieję w czasie. I nawet jeśli przychodzi mi do głowy, że to co piszę, jest tylko częścią prawdy i należy przyjąć trochę inną perspektywę… dziś o tym nie napiszę. Dziś jest post buntu.

W czasie umieramy, w czasie zdradzają nas ludzie, w czasie cierpimy, w czasie tracimy zdrowie, w czasie umierają nasi bliscy. Tu, teraz, dziś jestem bezsilny i nie wiem co robić. A pokonanie swojego przerażenia i złych emocji nadzieją, jest nadludzikim wysiłkiem. Tu i teraz czuję złość i rozpacz. To w danej chwili, w czasie, mam poczucie niepełności życia, straconych szans, które nie wrócą, bo czas płynie  dla nas tylko w jedna stronę. Mam poczucie marnowanego czasu, zastoju, przez to, że czas dla mnie płynie, to im dalej tym trudniej o spełnienie marzeń.
Czas pożera nadzieję. Nadzieja z definicji wręcz kpi sobie z czasu, zatem jej największym wrogiem jest czas.

A Jeremiasz czuje to co ja! Jest prawdziwym, nieoszukanym facetem. Wytyka Bogu, że Jego cierpliwość jest wyczekująca, co dla nas ludzi jest wyrokiem. Jest takie mądre powiedzenie: Kto szybko pomaga, dwa razy pomaga.

Ale Jeremiasz, nie tylko się skarży, nie czeka biernie, wskazuje Bogu – >>wiedz, że dla Ciebie znoszę poniżenie<<. Poniżenie spowodowane przez czas i „wyczekującą cierpliwość”. Bóg jest jedynym powodem, dla którego Jeremiasz wciąż liczy, że coś się zmieni.

>>pod Twoją ręką siadałem samotny, bo napełniłeś mnie gniewem.

Dlaczego mój ból nie ma granic, 
a moja rana jest nieuleczalna, 
niemożliwa do uzdrowienia?
Czy będziesz więc dla mnie jakby zwodniczym strumieniem,
zwodniczą wodą? << Jr 15, 17b-18

Tak! ja też wiele razy znosiłem samotność i byłem wściekły, bo wydawało mi się, że postępuję słusznie, a przychodziło tylko cierpienie!  Dlaczego Boże nas zwodzisz? Obiecujesz źródło żywej wody, a zastajemy pustynie. Dlaczego nie ma innej granicy, prócz kres życia, dla naszych ran?!….

A co Bóg na skargi Jeremiasza?

Nie próbuje nawet polemizować… Nie zdziwiłbym się jakby po cichu przyznawał rację jego frustracji. Nie karze więc Jeremiasza za zuchwałe wygrażanie pięścia. Mamy prawo do buntu, ale Bóg wymaga:

>> Dlatego to mówi Pan:
«Jeśli się nawrócisz,
dozwolę, byś znów stanął przede Mną<< Jr, 15,19a

Nawrócisz…? do czego? od czego? Ano od wątpliwości i wahań. Niestety Jeremiaszu/Jeremiaszko, masz prawo do frustacji i zniecierpliwienia, ale albo zostaniesz w takim stanie, albo do końca zaufasz Bogu. Prawdziwemu, nie zmyślonemu. I to zaufasz i uwierzysz wbrew wszelkiej nadziei, wbrew czasowi i swojej ludzkiej kondycji. Bóg cię rozumie, ale nie jest w stanie wytłumaczyć ci po co to wszystko i jak na to inaczej patrzeć.
Bóg jak zwykle nie wdaje się w dyskusje:
>>bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami – << Iz 55,8

I co wtedy? Wtedy >>będziesz jakby moimi ustami<<, >>wtedy oni się zwrócą ku tobie <<, >> cię nie zwyciężą, bo Ja jestem z tobą <<, >>Wybawię cię <<

Rozumiem to tak: ”
Ogarnij się trochę Jeremiaszku, bo ja mogę jedynie z toba płakać, ale roboty za Ciebie nie zrobię. Uwierz, zaufaj. Jesteś powołany do tego by być Moim Synem!

Jesteś stworzony do ponadczasowości… to przyjdzie, ale walcz.

Postaw się swojej naturze! Dasz radę, jak wielu przed Tobą”