Moc modlitwy, księga Izajasza 38

Dziś Bóg postanowił sobie podjeść i zabić Ezechiasza. Dramaturgia jak w filmach Clinta Estwooda. Tylko to nie jest hollywood, to życie…

Bóg jest nieprzewidywalny, robi rzeczy pozornie przeciwne temu, co najpobożniejsi uważają za słuszne. No bo jak to! W szabat łuskać kłosy?! Zwracać uwagę księdzu, albo biskupowi!? Pójść na piwo z gejem? Uśmiechnąć się do tych co chcą mieć dzieci metodą in-vitro? Czytać gazety krytykujące Kościół? Krytykować media „katolickie”? itd itd. Żyjemy w świecie, w którym strasznie trudno być chrześcijaninem używajacym własnego rozumu. Z jednej strony przez naszą Matkę-Kościół, wzywani jesteśmy do tolerancji i miłości, z drugiej strony do obrony pewnych podstawowych wartości, których na dobra sprawę sami do końca nie rozumiemy… Nie ma bata, zabłądzimy

I co? …

I myślisz, że Bóg to wszystko już sobie poukładał, że on wszystko ma przewidziane, już wie, którym złym przytnie nosa? Kto umrze dziś, kto jutro? … Jeśli tak myślisz, to grzeszymy pychą. Bóg jest ponad to.

Jeśli sadzisz, że ze swojego dna nie wyjdziesz już, że jesteś skazany na życie nieszczęśliwe i porażkę, że po ludzku rzecz biorac nic sie nie da zrobić, po prostu nie da, to mam dobra wiadomość. Zapraszam do skoku 2,5 tysiąca lat wstecz, w odwiedziny do króla Ezechiasza, który zachorował śmiertelnie – na mój rozum, pewnie jakiś rodzaj nowotworu. Nie dość, że bidula ledwo zipie, to przychodzi do niego Izajasz, wysłannik Boga i każe mu posprzatać zabawki, bo jest już na zejściu… Co za miłosierny i troskliwy Bóg! Wyobrażam sobie radość z ordynatora chodzacego po szpitalu i mówiacego do pacjentów: >>No Panie Janku, to co? Niech pan posprzata koło łóżka, bo coś mi się widzi, że do jutra to Pan nie dociągnie<< Beznadzieja! Nie dość, że Ezechiasz sam czuje, że nie jest dobrze, to jeszcze dostaje jednoznaczna informację, że w sumie to ma rację. Cudowne są te pierwsze wersy rozdziału 38 księgi Izajasza! Sytuacja rodem z Monty Pythona! Zero pieszczenia się – jedno krótkie zdanie „Rozporządź domem twoim, bo umrzesz i nie będziesz żył”. Cios celny, precyzyjny, prosto między oczy.

Wczuwasz się już tę sytuację? Wiesz jak to jest? Znasz to uczucie beznadziei? To zobacz co dzieje się dalej…

Ezechiasz się po prostu poryczał. Król odwrócił się plecami (i tym co do pleców jest przytwierdzone) do świty stojacej przy jego łóżku i patrzącej z zaciekawieniem kiedy król wystygnie. Przestało go cokolwiek obchodzić, czy ktoś będzie szemrać, czy przestaną go uważać za twardziela, czy się komuś głupio zrobi, czy zapamiętają go jako króla beksę. Wypiął się i poryczał. Rozpuścił w swoim żalu i poczuciu niesprawiedliwości. I tak sobie szlochając modlił się: „Ach, Panie, wspomnij na to, proszę, że postępowałem wobec Ciebie wiernie i z doskonałym sercem, że czyniłem to, co miłe oczom Twoim”, „I płakał Ezechiasz bardzo rzewnie”

Czy Ezechiasz naprawdę był tak zasłużonym człowiekiem, by powiedzieć o sobie, że postępował „z doskonałym sercem”? Nie był na pewno złym królem, a wręcz jednym z lepszych, ale nie był idealny. Wbrew słowom Jahwe i mimo ostrzeżeń Izajasze wplątał się w szemrane sojusze, ufał bardziej swojemu politykowaniu niż Bogu. Był dobrym wyznawcą Jahwe, ale koncentrował się na kulcie i zewnętrznych oznakach wiary. Nie potrafił zaufać Bogu i nie uprawiać swoich gierek – brzmi znajomo? :)

No i co robi Bóg, w odpowiedzi na łzy Ezechiasza? Nie targując się ani chwili Bóg:

  • uzdrawia go
  • obiecuje mu 15 lat życia
  • daje mu światłą karierę i obiecuje pokonanie wielkiego mocarstwa ówczesnego świata
  • obiecuje mu opiekę nad stolicą (dość ważne dla króla)

Co za zwrot akcji! Ten sam Bóg, który rano zapowiada, że Ezechiasz umrze, wieczorem dokonuje niesamowitych cudów! Czy ten Bóg to nie jest przypadkiem emocjonalnym szantażystą, który doprowadza człowieka na skraj rozpaczy, żeby go zmusić do łez? Paskudny manipulant?
Gdzie tam! Popatrz na Boga jak na zakochanego szaleńca. Los Ezechiasza BYŁ przypieczętowany. On miał umrzeć, przecież był chory! Ale Ezechiasz po raz pierwszy w życiu, wypiął się na ustawianie się pod publiczkę i płynięcie z prądem czasów i polityki, po raz pierwszy w życiu rozkleił się jak dziecko i załkał do swojego Tatusia – „ulituj się nade mną… przecież ja tak się staram byś mnie kochał, może mi nie wychodzi, ale się staram! Zobacz to.”

I wtedy tatuś odpowiada – „a po co ty tak się starasz? Na co ci to, nie potrzebujesz robić sztucznego szumu, po prostu bądź ze mną szczery! No! To dopiero teraz wiem czego ci potrzeba! Bierz pełnymi garściami kochanieńki! :))”

I na koniec maleńki smaczek, z pozdrowieniami dla o. Szustaka- „Weźcie placek figowy i przyłóżcie do wrzodu, a zdrów będzie!” ;) Ech te biblijne placki;)

A jak było później… historia z Sennacherybem … o! to już na nowy komiks!