Bo są, bo jest. Czytania, XIII niedziela zwykła, rok B

George Mallory, słynny międzywojenny himalaista, dla którego zdobycie Everestu stało się wręcz obsesją. Na pytanie po co próbuje się wspiąć na najwyższą górę świata odpowiedział: „bo jest”.
Wielu ludzi zastanawia się po co wspinać się w górach, jedyna odpowiedź, która zostaje po długich dyskusjach, to: „bo są”. Odpowiedź wydaje się odpowiedzią na odczepnego, odpowiedzią, która nic nie wyjaśnia, a na którą nie ma kontrargumentu. Ale czy tak jest naprawdę… Zawsze odczuwałem głęboki metafizyczny podtekst „jest”, „są”.

Dzisiejsze czytanie z Księgi Mądrości, zachwyciło mnie dwoma wyrazami. Zaskoczyły mnie one zupełnie. Bóg włączył się w dyskusję o sens robienia rzeczy, które nie przynoszą bezpośredniego pożytku. „Bóg (…) Stworzył bowiem wszystko po to, aby było”. ABY BYŁO. Kropka. Ni mniej ni więcej. Nie ma innego celu stworzenia. Szokujące w kontekście ciągłego poszukiwania sensu przez człowieka i jego zagubienia… Dlaczego ten fragment Pisma Świętego nie wisi we wszystkich kościołach?

A dlaczego w ogóle Bóg stworzył coś zamiast nic? „aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16) lub wprost, jak to powiedział św. Ignacy z Loyoli (ĆD 23): „Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją”. Tyle.

Tak więc chodźmy w góry, bo są. Pracujmy, bo jesteśmy. Bawmy się, kochajmy się, bądźmy szczęśliwi, bo świat istnieje. Naszym obowiązkiem jest istnieć i korzystać z życia i cieszyć się światem, bo „byty tego świata niosą zdrowie”.

Nie wiem jak was, ale dla mnie to dość pozytywna wizja, choć zatrzymuje mnie strach przed bólem i potknięciami. Mimo że żyć jest trudnym wyzwaniem, usłyszałem: „Nie bój się, wierz tylko!”

Posłucham?