św. Anna – x. Pawlukiewicz 5.02.2012

http://www.kazaniaksiedzapiotra.pl/2012/02/05/kazanie-z-5-lutego-2012r/

Fałszywe wyobrażenia Boga

Dziwimy się dlaczego Bóg posłał swojego Syna na śmierć. Co to za ojciec!? Mogł mu przecież oszczędzić cierpienia, jest Wszechmogący. To jednak nie tak. Nikt z nas, ludzi, nie potrafi powiedzieć Bogu do końca i całkowicie „tak”. Mimo wiary, w najlepszym wypadku potrafimy wydukać „wierzę! zaradź memu niedowiarstwu…”. Dlatego, aby odkupić grzech człowieka potrzebny był człowiek doskonały – Jezus, dzielący z naszą naturę, jednocześnie doskonale jednoczący swoją wolę z wolą Boga. Do końca.

Mamy obraz Boga, który zsyła cierpienie. Obraz ten jednak pochodzi od nas samych, bo żeby coś na bliźnim wymusić często  terroryzujemy go „przykręcamy mu śrubkę”. Skandalicznym jest traktowanie przez chrześcijanina cierpienia jako kary boskiej. Równie upośledzonym podejściem jest powiedzenie osobie cierpiącej – Bóg cię musi bardzo kochać skoro zsyła na ciebie takie doświadczenia, lub – ciesz się, bo w niebie dostaniesz wielką nagrodę!
To wszystko jest odczłowieczone, osoba cierpiąca w obliczu takich uwag ma pełne prawo odpowiedzieć, że dziękuje za takiego Boga! Twierdzenie, że cierpienie to tajemnica i nic nie poradzimy pozbawione jest miłosierdzia dla osoby cierpiącej.

Bóg jest Dobrem. Cierpienie to zło i nawet jeśli z cierpienia wychodzi coś dobrego, nie znaczy to, że owo zło jest usprawiedliwione. Cel nie uświęca środków. Bóg pragnie naszego dobra, naszego szczęścia. Szanuje jednak nieskończenie naszą wolność, nawet za cenę cierpienia. Jezus był dobry, czynił dobro, lecz nie robił tego za wszelką cenę. Jezus nie był naiwnym głupkiem, najpierw szanował wolność, dopiero później czynił dobro, gdy była pełna zgoda drugiej strony na to dobro.

Bóg jest pełen delikatności. Pełen delikatności wobec swoich dzieł. Nie ma upodobania w odmienianiu praw fizyki, praw wszechświata. Stąd katastrofy, trzęsienia ziemi. On woli w cichości doprowadzać świat do zbawienia, a nie na pokaz powstrzymywać katastrofy. A nie wiemy ile wielkich kataklizmów i wojen zostało powstrzymanych dzięki boskiej, cichej interwencji. Powinniśmy mu za to dziękować.

Bóg oddaje świat w nasze ręce. Nie ma co siedzieć z założonymi rękami i spodziewać się cudów. Włożyć w ten świat trzeba swoją pracę, a wtedy Bóg, w cichości, pomnoży ją tysiąckrotnie, tak iż może nawet tego nie zauważymy. Nie ma co oglądać się wstecz, trzeba usiąść do roboty, zabrać się za siebie, wykorzystać czas Wielkiego Postu na odmianę choćby jednej małej rzeczy, która jest zła.

Bóg stworzył świat niezupełnym. Trochę niedokończonym, doskonałym w swoim potencjale, ale potencjał ten uskutecznia się poprzez naszą pracę. Dzięki tej niezupełności potrzebujemy siebie na wzajem, jesteśmy zmuszeni do pokory, do przyjęcia i poproszenia o pomoc bliźniego.

Bóg stworzył człowieka z wielkim potencjałem. Zaryzykować można stwierdzenie, że to nie Jezus uzdrawiał, tylko ludzie, którzy przychodzili do niego z wiarą uzdrawiali samych siebie. Tak jakby w obliczu Boga Wszechmocnego zaczynali panować nad materią, jakby ich wiara pozwalała im czynić owe cuda. Na potwierdzenie tej hipotezy przytoczyć można słowa, które Jezus często wypowiadał – „idź, twoja wiara cię uzdrowiła”, „gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy…”, a gdy dotknęła się go kobieta cierpiąca na krwotok, on dowiedział się o tym, że została uzdrowiona dopiero w momencie gdy poczuł moc wypływającą z siebie.

Bóg ryzykuje stwarzając świat. Nie zmieni zasad podczas gry, będziemy cierpieć, będziemy umierać. Nie pozbędzie się Szatana, aż do końca świata. Bóg nie chce stworzyć dla nas szkoły specjalnej. On od nas wymaga, stwarza dla nas uniwersytet.

Pozostaje tylko pytanie, na które kazanie nie odpowiada – skoro jesteśmy na trudnym uniwersytecie, to Bóg musi się liczyć z tym, że są tacy, którzy nie dadzą rady, którzy ten uniwersytet obleją… a może tutaj Boże Miłosierdzie wchodzi do gry?