św. Anna – x. Pawlukiewicz 2.10.2011

http://www.kazaniaksiedzapiotra.pl/2011/10/02/kazanie-z-2-pazdziernika-2011r/

Smutek zgubił wielu

Istnieją dwa rodzaje smutku, jest smutek dobry, który prowadzi do nawrócenia, ale jest też ten zły, bliższy rozpaczy. Chrześcijanie co do zasady złemu smutkowi poddawać się nie powinni i nie mogą. Wyobrażam sobie, że ten zły smutek, to smutek potępieńczy. Smutek taki musi odgrywać istotną rolą w tym, że człowiek po śmierci sam się potępi i powie Bogu nie! Inaczej trudno wyobrazić sobie, dlaczego człowiek, gdy już przejdzie na drugą stronę i zobaczy tę jasność i prawdę, miałby odrzucić bycie blisko Boga?! Chyba tylko z powodu potępieńczego smutku depresji.

Zły smutek ma swoje źródło w pysze. To taki smutek, który wierci nam mózg przekonaniem, że nic się już nie uda, że podnieść się nas już nie da, że nie warto, że nie ma po co… to głos Szatana, bo to on, nikt inny, nas wciąż oskarża i próbuje odebrać nasza godność nadaną przez samego Boga. A my niby wiemy, że dziećmi Boga jesteśmy, ale… trudno jednak w to uwierzyć tak głęboko, w sercu. Stąd smutek.

Zły smutek dręczy wielu ludzi, niestety. Dziś świat jest racjonalny, intelektualny, dokładnie waży szanse, ocenia prawdopodobieństwa, szuka Black Swanów – a racjonalnie rzecz ujmując, to większość z nas jest przegrana, tak po ludzku. Taki fakt. Tylko, że to nie jest prawda! Chrześcijanin stosuje trochę inną matematykę niż racjonalne 2+2=4, bo u nas jest 2+2+Bóg = nieskończoność. Jest potencjał! Nawet w czarnej rozpaczy. I oby nigdy to światełko w nas nie zgasło, to światełko nadziei, że Bóg wkroczy w nasze równania, a może już wkroczył, tylko myśmy tego nie zauważyli.

Zły smutek wiąże się często z budowaniem fałszywego ja, oszukiwaniem samego siebie co do swoich intencji i emocji. Podstawowym lekarstwem na fałszywe ja, jest nauczyć się demaskować prawdziwe motywy i emocje, a to wymaga dużo pracy, najlepiej z kierownikiem duchowym, bo bardzo trudno jest oceniać samego siebie.

Przykład z kazania – jak powinno funkcjonować nasze prawdziwe, zdrowe ja:
Podchodzimy do egzaminu na prawo jazdy. Początkowo ogarnia nas przekonanie, że na pewno się nie uda, jesteśmy beznadziejni i oblejemy – mówi do nas fałszywe ja. Następnie dostajemy zastrzyku energii i stwierdzamy, że na pewno zdamy, przecież się przygotowywaliśmy i jesteśmy świetnymi kierowcami – również fałszywe ja. Co mówi prawdziwe ja? Jeśli podejdę i nie zdam, to świat się nie zawali, bo egzamin na prawo jazdy nie jest esencją życia, pokornie zacznę się przygotowywać z uśmiechem do następnego. A jak zdam – tym lepiej!

Jak często w wychowywaniu brakuje rodzicom takiego dystansu do dzieci – by pozwolić im na porażki. O ile zdrowiej rozwijałyby się dzieci bez tej presji sukcesu za wszelką cenę i budowania własnej wartości na osiągnięciach? Może mniej byłoby pracoholików, a więcej szczęśliwych związków?